22 December 2012

Sometimes in the bathroom








London. The bathroom was small, but charming. I suppose it was there where we used to smoke. For  sure it was exactly there where we were spinning conceited visions of my future provoked by low-esteem and the impudence of youth: I was to own a world-famous textile studio in my enchanting place in the forest at the lake. Today during lone night pre-Christmas cleaning I was listening to the radio station (Trójka) when someone indroducing "London Calling" by The Clash said that the song is the anthem of every Polish emigrant who dreamed about coming back there. It's difficult to disagree with it and you know that it took long for me to get over it.
One day, I'll come there with Kiku. I already see her running around those places (which I yearn and sanctify) and through her carefree laughter and freshness they become brand new, just places with the woderfully prosaic present.
And those dramatic Christmas Eves in the foreign country (do you know that I think about them with almost longing? ok, maybe I long more for you than those Christmas Eves).
This film is especially for you, I couldn't not to show it - too many points of convergence, it's a bit like those of our nonsensical night prattle in a distorting mirror...




But maybe it wasn't the bathroom but the stairs in the kitchen?


Londyn. Łazienka była mała, ale urocza. To chyba tam zawsze paliłyśmy. Na pewno właśnie tam siedziałyśmy gdy snułyśmy chełpliwe, podszyte kompleksami i zuchwałością młodości wizje mojej przyszłości: po skończeniu moich studiów miałam mieć znane na całym świecie studio tkanin w moim uroczym miejscu, w lesie nad samym jeziorem. Dzisiaj przy samotnowieczornym onirycznym sprzątaniu przedświątecznym słuchałam audycji w trójce, gdzie zapowiadając "London Calling" The Clash ktoś rzucił hasło, że to hymn każdego polskiego emigranta, który marzy o powrocie tamże. Trudno się nie zgodzić i wiesz, że długo trudno było mi się z tego otrząsnąć. 
Kiedyś przyjadę tam z Kiku. Już widzę jak biega po tych miejscach dla mnie tak uświęconych i wytęsknionych sprawiając swym beztroskim śmiechem i świeżością, że stają się od nowa i po raz pierwszy i po prostu miejscami, cudownie  prozaiczną teraźniejszością.
I te dramatyczne Wigilie na obczyźnie (wiesz, że teraz myślę o nich z niemalże tęsknotą? ok, może bardziej za Wami niż za Wigiliami).  
Specjalnie dla Ciebie ten film, bo nie mogłam go nie pokazać - za dużo zbieżnych punktów, to trochę jakby te nasze bezsensowne nocne bajdurzenie w krzywym zwierciadle...

A może to jednak nie była łazienka, tylko schodki w kuchni?


3 December 2012

Advent / Adwent









Advent time in my childhood oscillated between two different traditions, which meant two different approaches to this period (and to other issues as well). The German tradition ment that it was 'the time of joyful expectation', it carried the gingerbread oozings, Advent Calendars and sweets. The Polish attitude implied self-restraint, Advent resolution, even fasting. Since I can remember it was difficult for me to grasp annual birth of Jesus, already as a little girl it seemed for me too abstract. But I am still waiting...

Adwent mojego dzieciństwa oscylował pomiędzy tradycjami i tym samym dwoma różnymi podejściami do tego okresu (i innych kwestii także;). Niemiecka tradycja oznaczała, że był to czas 'radosnego oczekiwania'; niosła ze sobą piernikowy zapach, kalendarze adwentowe i słodycze. Polskie podejście sugerowało wyrzeczenie, postanowienie adwentowe, a nawet post. Od kiedy pamiętam trudno było mi pojąć coroczne narodziny Jezusa, już jako małej dziewczynce wydawało mi się to zbyt abstrakcyjne. Ale ciągle czekam...








Nevertheless, there is something difficult to resist in the joyous Advent celebrating. Not the gingerbread oozings (the real and artificial one) but the mere fact that we can enjoy waiting for Christmas. Appreciation of the process, of its every stage; being in a given moment of the annual cycle - that's what I would like to pass on to Kiku. Well, maybe this comes out as some pseudobuddhist-christian-popculture pulp but I guess that Kiku will remember our Advents in an even different way that I'm trying to make it.

Jednak, w radosnym celebrowaniu adwentu jest coś czemu nie można się oprzeć. Nie, nie tylko aromat piernika (naturalny i ten identyczny z naturalnym..), ale sam fakt, że można cieszyć się oczekiwaniem, że Wigilia sama w sobie nie jest jedynym celem. Docenienie procesu, każdego etapu, bycie w danym momencie rocznego cyklu - i to na pewno chciałabym przekazać Kiku. No cóż, może wyszła z tego pseudobuddyjsko-chrześcijańsko- popkulturowa papka, ale Kiku pewnie zachowa to w pamięci jeszcze inaczej.










Thus, I have made for Her the Advent Town, houses with light, spruces with wallnuts... in order not to make her eat some more sweets every day Kiku discovers a picture (hiden in a house) presenting a simple Christmas decoration which she is to make. If there's a spruce assigned to a given day she makes a decoration out of the nutshell.
The town looks nice in the evening, when I get Kiku to sleep, and in the morning... when we have to force ourselves to start our (not fully yet) wintery day.


Tak więc zrobiłam dla Niej Adwentowe Miasteczko, domki ze światełkiem, choinki z orzeszkiem...  żeby nie było ciągle słodyczowo, każdego dnia Kiku odkrywa obrazek (ukryty w domku ) pokazujący prostą ozdobę choinkową, którą ma wykonać. Jeśli jest choinka i orzeszek - ozdoba jest z orzeszka. 

Miasteczko miło wygląda wieczorem przy zasypianiu, ale o poranku także... gdy trzeba zmusić się rozpoczęcia (nie całkiem jeszcze) zimowego dnia.





 Day one - Christmas chain.
Dzień pierwszy - łańcuch choinkowy.






Day two - golden walnut.
Dzień drugi - złoty orzech.

5 November 2012

My October / Mój Październik













Part of me wants to share it with you and the another one wants it to be only mine forever. 
Autumn is the time of the year which is only mine, special, enchanting but also for every and each of us.
We wait for summer whole year and usually it turns out not to be as we dreamt about it. This October was more beautiful, sunnier, and colourful than the one I had anticipated.
Trochę chcę się z Wami tym podzielić, a trochę chcę by na zawsze pozostało to tylko moje.
Jesień to czas tylko mój, wyjątkowy, wymarzony, a trochę wszystkich i dla każdego.
Na lato czeka się cały rok i zazwyczaj okazuje się, że nie jest ono takie jak je sobie wyobrażaliśmy. Ten październik był piękniejszy, słoneczniejszy i barwniejszy od tego jak sobie go wcześniej wyobrażałam.











I walked with my mother and my dauther the paths trodden with the memories from my childhood. The forest paths on which the autumn caused me to mistake Kiku with little Riku and older Riku with Kiku's grandmother when she was younger... Time seemed to come full circles, and that season of the year makes one long for no-one-knows-what. And when I start talking so banally there is only one person who is able to change the most hackneyed and confusing feelings into the simplest words and create the soundtrack of my fall with this most extra-ordinary song (here). The song only for me. And for the thousands of others.
Chodziłam z moją mamą i z moją córką ścieżkami wydeptanymi wspomnieniami mojego dzieciństwa. Leśnymi dróżkami, na których jesień sprawiała, że nie mogłam czasami odróżnić Kiku od małej Riku, a dużej Riku od młodej babci Kiku... czas zdaje się zataczać kręgi, a ta pora roku sprawiać, że tęskni się znowu nie wiadomo za czym. A gdy robi się tak banalnie to jest tylko jedyna osoba, która najbardziej  banalne i zakręcone uczucia zamieni w najprostsze słowa i stworzy jedną niezwykłą piosenką (tutaj) soundtrack mojej jesieni. Piosenka tylko dla mnie. I dla tysięcy innych.













I also ferreted out TV serial(here) which I was watching while nestling in my sister and mother's arms as the thousands of others watching and trying to nestle in this world in those dark evenings. Actually, "Northern Exposure" made all evenings autumnal. And accentuated the charm of living in such beautiful backwoods as ours...
Wyszperałam też serial(tutaj), przy którym wtulałam się jako nastolatka w moją siostrę, tak jak tysiące innych oglądających wtulających się w świat, ciemnym wieczorem. Przy "Przystanku Alaska" wszystkie wieczory były jesienne. I podkreślały urok mieszkania na tak pięknym zadupiu jak nasze...











15 September 2012

Beauty Secret / Sekret Piękności







Every year before my beautiful, young friend's birthday I ask what she would like to get from me and she usually asks for something for beauty care. 

Gdy co roku moja piękna, młoda przyjaciółka ma urodziny, za każdym razem gdy pytam o to co chciałaby dostać zazwyczaj prosi o coś związanego z dbaniem o urodę. 


It takes me always to the fundamental question about beauty - what it really is (especially the physical beauty), how and what for we care for it - a risky question in our times.

I zawsze sprowadza mnie to do fundamentalnego pytania – czym jest „piękno” (szczególnie cielesne), jak i po co o nie dbamy – pytanie jakże podchwytliwe w naszych czasach.



How easy it is to get lost in the land of creams, masks, balms, conditioners... at the same time forgetting what's all the fuss about. But when we manage to take at least our nose out beyond the depths of stupefying  perfume and aromas (oh..the bergamotte, lime and tomato leaves...) and bring ourselves round for a moment, we instinctively know what it is all about.
Jak łatwo pogubić się w krainie kremów, maseczek, balsamów, odżywek,…. zapominając po co w ogóle cały ten szum. A każda (każdy) z nas gdy na chwilę uda mu się wydostać choć nos ponad powierzchnię obłędnych perfum i aromatów (bergamotki, cytrynki i liści pomidora….) i wrócić choć na moment do siebie, instynktownie wie na czym to wszystko polega.




I think that beauty care (the visible and invisible beauty) can be put down to a few simple, even banal ingredients. 
Love. Food. Sleep.
(Everyone knows it, and most of us doesn't use it. It's much easier to splurge on a jar of chemical stuff than eat healthly, love genuinely (ourselves too) and go sleep early;)

And then forget about all this beauty thing and... enjoy. 

Wydaje mi się, że pielęgnację piękna (zarówno cielesnego i wewnętrznego) można sprowadzić do kilku prostych, banalnych wręcz składników. 
Miłość. Jedzenie. Sen

(Każdy to wie, a większość z nas nie stosuje. O ile łatwiej załatwić sprawę i wydać fortunę na słoiczek chemii; niż zdrowo jeść, kochać całym sobą (także siebie samych) i wcześnie chodzić spać;)

A potem zapomnij o tej całej urodzie i… ciesz się. Po prostu. 


I hope that it doesn't sound too admonishing, maybe when the formula is embroidered it will sound more subtle... so, I give it to you as a gift to be yours also tangibly.

Vanity Bag

Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to zbyt mentorsko, może wyszyta formuła będzie brzmieć bardziej subtelnie... I tak oto, podaję Ci ją w prezencie, niech także materialnie będzie Twoja.
Kosmetyczka

To start with - ecologically and practically - used tablemath (durable and thick but flexible ). 
Początek - ekologicznie i praktycznie - używana podkładka pod talerz (solidna i  gruba, a jednocześnie miękka).




I divided the tablemath into four equal part, provided that the two external parts count as one (i.e. inside we have three equal parts and two external ones are the halves of the fourth one;) . I basted the boundaries.
Dzielę ją na cztery równe części, przy czym zewnętrzne części to połówki jednej z nich (tzn. w środku są trzy pełne części, a dwie zewnętrzne tworzą czwartą – zewnętrzne części to połówki jednej częśći;). Fastryguję granice.








On the first full part Iwrote my reminder with pen.
Na pierwszej pełnej części wypisałam delikatnie długopisem moje „memento”;).




Next, I embroidered the letters (this part took me longer than all others but it gave mi a looot of time to contemplate each of "the ingredients" and to know that I have a lot work to do in each of these aspects). 
Po czym je wyszyłam (ta czynność zajęła m więcej czasu niż wszystkie pozostałe, ale wyszywając miałam mnóstwo czasu nad kontemplacją każdego "składnika" oraz nad tym jak wiele sama mam do nadrobienia jeśli chodzi o każdy z nich;)





On the middle part I sewed on darker material and I quilted it repeating the pattern on it.
Na części środkowej przyszyłam ciemniejszy materiał, fastrygując go także wewnątrz powtarzając występujący na nim wzór.







Then, I sewed on the zipper (which was as long as the intended lenght of the vanity bag) to the external edges of the tablemath.
Następnie przyszyłam zamek (o zamierzonej długości kosmetyczki) do zewnętrznych krawędzi materiału.








I had a kind of tunnel which I flattened out with the zipper exactly in the middle of the middle part (the one with the quilted material) and  sewed side openings.
Powstał tunel, który trzeba złożyć równo na pół, z zamkiem na wierzchu i płasko zszyć otwory po bokach.









Then I folded the side triangles (as we do while wrapping a present in a box) and sewed them on. I added also a motif which repeats the design from the darker material on the bottom. You can do it differently - turn the triangles inside, sew them verdically and trim the tops. However, I like to expose the triangles.
Następnie należy złożyć boczne trójkąty do środka tak jak pakuje się prezent i przyszyć je w ten sposób. Ja dodałam jeszcze element powtarzający wzór z materiału doszytego na spodzie . Można zrobić zupełnie inaczej – wywinąć rogi do środka, zszyć je i ściąć czubki, mi jednak spodobało się wyeksponowanie ich.






This vanity bag is really quick and easy to do, especially if it is done without the embroidery...
Kosmetyczka jest naprawdę bardzo prosta i szybka do wykonania, szczególnie jeśli zrezygnuje się z wyszywania napisów...







I put cherry stones oil inside, which is beneficial for skin and may replace bucketfuls of beauty products. I added a body brush for massage which performed regularly gives wonderful results. Yes, I know... you may feel here some influence of a certain book;).
Do środka włożyłam tłoczony na zimno olej z pestek wiśni, który (podobnie jak mnóstwo innych nierafinowanych olejów) jest dobroczynny dla urody i może z powodzeniem zastąpić wiadra kosmetyków oraz szczotkę do masażu ciała, który wykonywany regularnie daje niezwykłe rezultaty. Tak, tak… widać tu na pewno wpływy pewnej lektury;).










By the way, you are already a Beauty... happy birthday!
A tak w ogóle, już jesteś dla mnie Pięknością... wszystkiego najlepszego!





8 September 2012

Tribute to Eeyore/ Dla Kłapouchego





When a certain day happened to be full of tentions and at the same time was melting disorderly like a piece of butter in the sun and the sky looked like this:
Gdy pewien dzień okazał się być pełen napięć, a jednocześnie rozpływał się jak masło w upale, a niebo wyglądało tak:





Well, maybe sometimes like this:
No, może od czasu do czasu jednak tak:







I had an idea! We would throw a party. Such a small, homey one, starting just in an hour or so. However, it would be a party which would change this buttery mood, a party which Virginia Woolf described in "Mrs. Dalloway"- with a curtain with all the birds of paradise and the entry to different reality. To be honest our to-do-list hadn't shrunk for days but that reminded me of something that Leo Buscaglia wrote: when there were difficult times in his family his mother threw amazing parties (even if they were expensive and their difficulties were of a financial nature:). She claimed that in such times the family needs parties the most...
Wiem! zrobimy przyjęcie. Takie małe, domowe, od zaraz. A jednak przełamujące ten maślany nastrój, takie jak pisała Virginia Woolf w "Pani Dalloway" - z zasłoną w rajskie ptaki i wstępem do innej rzeczywistości. Co prawda lista nieodhaczonych obowiązków się nie skraca, ale pamiętam jak Leo Buscaglia pisał, że właśnie gdy nadchodziły trudne dni w rodzinnym domu jego matka wyprawiała niezwykłe przyjęcia (nawet jeżeli były bardzo kosztowne, a trudności owych dni miały naturę finansową;). Twierdziła ona bowiem, że właśnie wtedy potrzebują przyjęć najbardziej....

So, there it was - our party. Quickly. Only for our closest household members but we would take them by surprise. We were preparing vegan titbits we had felt like doing for quite some time (from here and here).
Tak więc, nasze przyjęcie. Szybko. Dla najbliższych domowników, a jednak niespodzianka. Przygotowujemy wegańskie pyszności, na które już jakiś czas miałyśmy ochotę stąd i stąd.













Well, we were taken by surprise as well - our dear houshold mamebers having not known about our plans left to the cinema. We phone the only friend of Kiku - wshe was just at her grandfather's .... party. Kiku's aunt was in the middle of the cleaning of her house.  This is a last minute party, just for fun, a bit like playing but a mere thought about a planned feast that no one comes to freezes my blood... Anyway! I had to put on something festive and special (according to my Grandmother, there is nothing more special than a white shirt:) and something for Kiku - always chic, turquoise eye shadow;).
Tak, tak, nasi domownicy także zrobili nam niespodziankę - nie wiedząc nic o naszej pojechali do kina. Zadzwoniłyśmy do jedynej koleżanki Kiku - właśnie była... na przyjęciu swego dziadka, ciocia Kiku - w trakcie sprzątania domu. To przyjęcie na teraz, na ostatnią chwilę, zabawa, ale myśl o planowanym przyjęciu, na które nikt nie przychodzi mrozi mi krew... Niemniej! Trzeba założyć coś... odświętnego (a według mojej Babci nie ma nic odświętniejszego niż biała bluzka:) i jeszcze coś dla Kiku - niezawodnie szykowne turkusowe cienie do oczu;). 












Everything was delicious and yet the whole day was as if it had been told by Eeyore. But if you had been passing by you would have dropped in.... wouldn't you?
Wszystko było pyszne, a jednak zupełnie jakby ten dzień opowiedział Kłapouchy.
Ale przecież, gdybyś właśnie przechodził w pobliżu wpadłbyś do nas... prawda?




4 September 2012

Enough / Wystarczy





Zdjęcie okładki książki, po lewej stronie stąd.

This post is inspired by a book and... and a post.
Dzisiejszy post inspirowany jest pewną książką i... pewnym postem.


The book - I know, it has been written a lot about it here and there. However, I don't bind myself to write here only about newly released books (mostly on the contrary). Moreover, I would like to draw attention to the aspect which hasn't been raised so far - the value of the ideas mentioned in the book in bringing up children.
Książka - wiem, wiem, dużo już o niej pisano i mówiono tu i tam i to już dawno. Nie zobowiązuję się jednak pisać tutaj tylko o nowościach książkowych (zazwyczaj - wręcz przeciwnie). Ponadto chciałabym zwrócić uwagę na jej wartość w aspekcie wychowywania dzieci. 

Dominique Loreau in "The Art of Simplicity" (has it been published in English? please help) shows how to have less and better. Just as well one may use common sense but as it is scarse nowadays (thanks to insistent efforts of the whole mechanism of imposing the products which we really do not need)... it is worth going for somthing which shows us again the beauty of simplicity.
Dominique Loreau w "Sztuce prostoty" pokazuje jak mieć mniej i lepiej. Równie dobrze zamiast tej książki można użyć zdrowego rozsądku, a że jest to obecnie towar deficytowy (dzięki usilnym staraniom machiny wciskania nam wszystkiego czego nie potrzebujemy).... warto czasami sięgnąć po coś co na nowo ukaże nam piękno prostoty. 

Hm... I have to admit that the simple, manual-like style forced me sometimes to smirk to myself. What is more, the author is sometimes inconsistent - she praises healthy food and writes how bad alcohol is for beauty at the same time she discloses her soft spot for... French champagne as a patent medicine;). Also, I completely do not get why eg. pearl earing and a bun is recommended as the only model of elegance. I mention it thoug only to pass on to positive points which according to me are prevailing.
Hm... muszę przyznać, że pewien chwilami łopatologiczno-poradnikowy styl sprawiał, że uśmiechałam się cynicznie pod nosem. Ponadto autorka bywa czasami niekonsekwentna - wychwala zdrowe odżywianie, pisze jak alkohol nie służy urodzie ale kilka razy zdradza swą słabość do... francuskiego szampana jako leku na całe zło;). Zupełnie nie rozumiałam także dlaczego pisząc o pięknie cielesnym zaleca np. perły i kok jako jedyny, słuszny wzór elegancji. Wspominam jednak o tym by przejść do pozytywów, które zdecydowanie przeważają w mojej opinii.

Thus, maybe the style I mentioned is just the reflection of the idea of simplicity. I appreciate this book very much for reminding that modest and less means better. I think that it is a very important important message in shaping our little ones. Showing them, often unconsiously, that one may(and sometimes must) have a lot and of bad quality we create very dangerous habits leading to escapism and addictions. But how to resist that when we can find in ourselves  such a smal child with their eyes fixed on a shopping window or advertisement who want, want, want.... and when at last they have what they wanted they want, want and want another thing. Deep inside we still believe that, as in elementary school, having more colourful stickers, pens, hair-pins, etc. we will be more popular, respected, smarter and... generally cool. Being with the child deeply concentrated on the moment, showing them the values of the things around us we create the world of the best quality. The rule that less is more reflects on many layers and different levels of existence. The life concentraded on the quality not quantity, organised according to recurrent activities and even body care regulates our mental labyrinth and gives the bases for "entering the world." In this aspect the book is like a genuine hug, it stablizes, hushes the noise around us and shows again how to organize, simplify and appriacte the world around us.
Tak więc - być może styl, który nazwałam "łopatologiczno-poradnikowym" jest kolejnym odbiciem idei prostoty. Bardzo cenię tę książkę za to, że przypomina, że skromnie i mniej znaczy lepiej. Myślę, że jest to bardzo istotne przesłanie w kształtowaniu naszych małych istot. Pokazując im, często bezwiednie, że można(bądź trzeba) mieć dużo i złej jakości kreujemy bardzo niebezpieczne nawyki prowadzące do eskapizmu i uzależnień. Tylko jak się temu oprzeć gdy w nas samych siedzi często takie małe dziecko zapatrzone w dobra na wystawie sklepowej lub reklamie (dosłownie i w przenośni) które chce, chce i chce... a gdy już to ma to chce, chce i chce czegoś następnego. Gdzieś w środku nadal myślimy, że tak jak w podstawówce mając więcej kolorowych karteczek, długopisów, modnych spineczek etc. będziemy bardziej lubiani, szanowani, mądrzejsi no i w ogóle... fajniejsi i cool. Żyjąc z dziećmi mocno pochłonięci chwilą obecną, pokazując im wartość rzeczy dookoła nas tworzymy świat o najwyższej jakości. Zasada mniej znaczy więcej znajduje swoje odzwierciedlenie w wielu sferach i wielu poziomach egzystencji. Życie zorientowane na jakość a nie ilość, zorganizowane według rytmicznych czynności, a nawet dbanie o własne ciało reguluje nasz psychiczny błędnik i daje zdrowe podstawy "do wyjścia w świat". Pod tym względem, książka ta jest jak serdeczne objęcie, ugruntowuje, uspokaja szum dookoła i pokazuje jak na nowo uporządkować, uprościć i docenić świat wokół nas.

The post, well... I've been trying to track it down for few days. During, not even surfing but rather diving in the blogging depths  I stumbled upon a beautiful blog (I think I will mention it once more here). One of the posts shows the current wants of the author of the blog. Pretty pictures of the pretty things. Already the title was menacing - I heard in it (maybe I'm not right;) the child I mentioned above. I like the pretty things too, but lately I have often realised that the list of our wishes is endless. When we finally have what we desired there are already the following current wants. I took a closer look on what I already have. There is so many of things. And it is so easy to forget about the beauty of that. It is like the subtle charm of long lasting relationship in comparison to butterfies in the stomach during the first phase of being in love. Thus, I propose My Current Haves. I didn't wanted to boast of my dwelling (but maybe...in the future;), but I could not avoid revealing some of my property. Referring to the lost post I try to present material objects. So, Ladies and Gentelmen: MY CURRENT HAVES.
Post- hm... próbuję go odnaleźć już kilka dni. Podczas, już nawet nie surfowania, a raczej nurkowania w blogowych głębinach natknęłam się na piękny blog (zapewne jeszcze kiedyś go tutaj przywołam). Jeden z postów przedstawiał "current wants" (w wolnym tłumaczeniu "czego obecnie chcę") autorki owego bloga. Urocze zdjęcie kilkunastu uroczych rzeczy. Już tytuł wydał mi się złowieszczy - usłyszałam w nim (być może wcale nie słusznie, być może się czepiam;) właśnie to dziecko, o którym wspominałam wyżej. Też lubię piękne przedmioty, ale coraz częściej zdaję sobie sprawę, że lista naszych życzeń i żądań nigdy nie ma końca. Gdy mamy już to czego chcemy  w kolejce ustawiają się kolejne "current wants". Przyjrzałam się temu co już mam. Jest tego tak wiele. I tak łatwo zapomnieć o uroku tego co już mamy. To jak dyskretne piękno długoletniego związku w porównaniu do motyli w brzuchu w pierwszej fazie zakochania. Tak więc proponuję My Current Haves. Nie chciałam robić nic w stylu "pochwalę się jak mieszkam" (chociaż, może kiedyś...;), ale nie mogłam uniknąć odsłaniania mojego "dobytku". Nawiązując do zaginionego posta próbuje przedstawić rzeczy materialne. Tak więc, proszę Państwa: MY CURRENT HAVES.





1. The cup. I love its proportions and colours (old Rosenthal).
2. The rug made by myself - unfinished, work in progress for ever (mystorkhouse production;).
3. The wall which I printed myself for Kiku in her room - it refers to our country and fairy adventures with animals, plus very unhygenic feather - Kiku's July discovery (mystorkhouse production again).
4. My Grandmother's pillowcase, I dream about a shirt with such pattern. The bits and pieces of old textiles fascinates me againa nd again.
5. Kiku's wicker armchair-classic, I had a similar one as a child. It stood below the reproduction of Wyspiański's picture "Sleeping Staś" showing a boy sleeping on... a wicker armchair (a company near Mrągowo, local, resistant and cheaper than from Ikea).
1. Filiżanka. Uwielbiam jej proporcje i kolorystykę (stary Rosenthal).
2. Dywanik ze szmatek mojego wykonania - nie skończony, wieczny work in progress (mystorkhouse production;).
3. Ściana, którą sama sfabrykowałam dla Kiku w jej pokoju - nawiązuje do naszych wiejskich i bajkowych przygód z zwierzątkami, plus super niehigieniczne pióro - lipcowe odkrycie Kiku (mystorhouse production again).
4. Poszewka na poduszkę mojej Babci, marzę o takiej bluzce. Strzępki starych materiałów nieustannie mnie zachwycają.
5. Wiglinowe krzesełko Kiku - klasyka, miałam podobne jako dziecko, stało pod reprodukcją obrazu "Śpiący Staś" Wyspiańskiego przedstawiającego dziecko śpiące na... wiklinowym krzesełku (firma z okolic Mrągowa, lokalne oraz trwalsze i tańsze niż z Ikea).






6. Old flower stand in the veranda plus my Grandmother's geranium (unknown source, old).
7. Ticky-tacky style dragonflies. A gift from Well-wishing Person from Portugal. They were breaking the bad spell of my hospital room where I was expecting Kiku for five weeks. Now Kiku wakes up her mum, who is sleeping off the night blogging, with the bell at the end of the string (Zara Home).
8. Belt which was given to my father by his friend from Ecuador about twenty years ago. I hated it than, now I love it and wear it almost everyday (?, Ecuador).
6. Stary kwietnik na werandzie plus pelargonie mojej Babci (źródło niewiadome, stary).
7. Ważki z zacięciem odpustowym. Dostałam od Życzliwej Osoby z Portugalii, odczarowywały mój szpitalny pokój przez pięć tygodni gdy oczekiwaniu na Kiku, teraz Kiku budzi swoją mamę odsypiającą wieczorne blogowanie poruszając dzwoneczkiem kończącym ten sznurek (Zara Home).
8. Pasek, który z jakieś dwadzieścia lat temu dostał mój tato od przyjaciela z Ekwadoru. Wtedy go nie znosiłam teraz uwielbiam i noszę prawie codziennie (?, Ekwador).







9. I know, I know it was ment that I would present the tangible object... ready to buy everywhere but... I couldn't resist. Definitely my "current have" although transitory - sweet peas, one of my favourite flowers. I have managed to grow it myself for the first time. I admire it constantly (mystorkhouse production + natural forces).
10. Especially in Kiku's hair. Decoration and perfume in one (what a pitty that I can't photograph the smell!). (mystorkhouse production + natural forces)
11. Old bottles scattered in the garage and the cellar. Not because they are trendy or vintage... they were always there with the "Mineralwasser Fabrik Danzig-Zoppot" embossed on them. Just as if the time had stopped and in some hot summer my little Grandmother with one with her brothers had forgotten to throw them away (Mineralwasser Fabrik, Gdańsk, Sopot, the 1930'/1940's).
12. Earings with aquamarine. I was fifteen and I read that aquamarine is my zodiak sign's gem or that it connects with a guardian angel... I don't remember exactly but for sure it was some mambo jumbo stuff. Aquamarine was than difficult to obtain here and when it was than designed in a tacky manner. Miraculously, my sister managed to get these beautiful earings for me. And miraculously I managed not to lose any of them. (?)

9. Wiem, wiem miało być namacalnie i tak... ze sklepu, ale nie mogłam się powstrzymać. Zdecydowanie mój "current have" choć przemijający - groszek pachnący, jedne z moich ulubionych kwiatów. Pierwszy raz udało mi się je samodzielnie wyhodować. Zachwyca mnie nieustannie (mystorkhouse production + siły natury).
10. Szczególnie we włosach Kiku. Ozdoba i perfumy w jednym (jaka szkoda, że nie da się sfotografować zapachu!). (mystorkhouseproduction + siły natury)
11. Stare butelki to tu to tam po garażu i piwnicy. I to nie dlatego, że modne, że vintage.. stały tam zawsze, z napisem "Mineralwasser Fabrik Danzig-Zoppot" zupełnie jakby czas się zatrzymał i w jakieś upalne lato moja mała Babcia i jeden z jej braci zapomnieli ich wyrzucić (Mineralwasser Fabrik, Gdańsk, Sopot, lata30- 40te).
12. Kolczyki z akwamarynem. Miałam piętnaście lat i przeczytałam, że akwamaryn jest kamieniem mojego znaku zodiaku, czy łączy z Aniołem Stróżem... nie pamiętam, ale na pewno jakieś czary-mary. Akwamaryn był wtedy u nas trudny do zdobycia, a jeśli był to obciachowo zaaranżowany. Jednak mojej siostrze udało się cudem zdobyć dla mnie te piękne kolczyki. A mi udało się cudem nie zgubić żadnego z nich. (?)







13. Bavaria plate. It was used for many years as saucer under a flower pot , now it is Kiku's favourite dish for eating almost everything, she calls it "my favourite holidayish plate" (Bavaria, old).
14. The shirt - a hand-me-down from my Grandmother, brought from Berlin (Berlin, the 60's).
15. My irreplaceable bag from childhood, now Kiku's belonging (?, the 80's).
13. Talerzyk z Bavarii. Służył przez lata jako podstawka do kwiatów, teraz ulubiony talerz Kiku do jedzenia niemalże wszystkiego, mówi o nim "mój ulubiony, świętowy talerz" (Bavaria, stary).
14. Bluzka po Babci z Berlina, teraz moja (Berlin, lata 60te).
15. Moja niezastąpiona torebka z dzieciństwa, teraz należy do Kiku (?, lata 80-te).







16. As in point 9. Creeping woodbine in my backyard announces that autumn is coming. Wonderful colours and form.
17. Clothes hanger - I like the textiles covering it. Every piece of clothes which hangs on it seems prettier (Gorzele, the 70's).
18. I was looking for a mortar. When I found this one everyone told me that I would not use it. I use it rarely but when I do it is indespensible. Heavy and stable (Ikea).
16. Znowu jak w punkcie 9. Pnące się dzikie wino na moim podwórku oznajmia, że zbliża się jesień. Cudowne kolory i forma.
17. Wieszak, lubię tkaniny, którymi jest obciągnięty, każda rzecz, która na nim wisi wydaje mi się ładniejsza (Gorzele, lata 70te).
18. Długo szukałam moździerza. Gdy go znalazłam każdy mówił mi, że nie będę go używać. Używam rzadko, ale jest niezastąpiony. Stabilny i ciężki (Ikea).

Taking picutres of things which I like I had a trouble selecting them. I could find at least thirty articles more which I am atteched to, I like and that functions well. The objects which were or could be my current wants in the past. Already now there are so much beauty around... so much...
Really - it will do. It is  e n o u g h.
Uwieczniając rzeczy wokół mnie, które lubię aż trudno było mi dokonać selekcji. Mogłabym znaleźć jeszcze co najmniej z trzydzieści przedmiotów, z którymi jestem związana, które lubię, z którymi dobrze mi się obcuje. Które kiedyś były lub mogłyby być moimi "current wants". Już teraz jest wokół nas tak dużo... tyle...
Naprawdę - w y s t a r c z y.

My current haves created a kind of moodboard. I wasn't planning to chose only vintage objects or in a particular style. However, all of them are a little bit dirty, or a bit old, or a bit weary, or not finished... charming. A bit like me;).
Z moich "current haves" wyszło coś jak moodboard. Nie zamierzałam wybrać tylko rzeczy vintage, albo w konkretnym stylu. Wszystkie są jednak albo trochę brudne, albo trochę stare, trochę podniszczone, albo trochę  niedokończone.... urokliwe. Czyli trochę takie jak ja;).

31 August 2012

Lemonade Stand / Sklepik z lemoniadą







For probably last hot summer days - reminiscences of our fun of playing the lemonade stand on the first hot days of this summer. Lemonade stands are not Polish tradition (we got inspired by this video) but it did not prevent Kiku's little hands from arranging the counter and decorations (rhubarb leaves), cutting, stirring and puring. If only trade was functioned like that! - Kiku generously poured the lemonade not caring for profit but rather paying attention to how the coins looked like; as soon as she had earned the money she offered it to us so that we could buy endlessly. Nobody was threatened with dehydration that day!

Na być może ostatnie upalne dni tego lata wspomnienie naszych zabaw z pierwszych upalnych dni tego roku... Sklepik z lemoniadą Kiku. Tradycja raczej obca (inspirowana tym filmikiem), ale to nie przeszkadzało małym łapkom Kiku aranżować lady i dekoracji (liście rabarbaru), ciąć, mieszać, nalewać i przelewać. Gdyby tylko wszędzie tak wyglądał handel! - Kiku dobrodusznie nalewała wszystkim nie dbając o dochód a raczej  przywiązując się do wyglądu monet; proponowała nam swe ledwo co zarobione pieniądze byśmy mogli kupować w nieskończoność. Nikomu nie groziło odwodnienie w ten gorący dzień!













Titbits on offer: 

ginger lemonade
rhubarb-strawberry lemonade
lemongrass rooibos tea


Everyone had their own favourite so I'll give a very simple recipe for mine:

Ginger Lemonade

Great the  3 cm piece of ginger root(washed, with skin) and soak it with  1,5 litre of boiling water in a glass jar. Let it cool. Then add juice of one lemon and 2-3 tablespoons honey. Stir, you may add slices of lemon and ice cubes. Delicious and refreshing!

P.S.
I don't know if this is true and where I've heard it but rumour has it that water served from blue glass is better for us - have you heard it? Do you know anything about it? If you do, please write.



 Offerowane pyszności:

imbirowa lemoniada
koktajl rabarbarowo-truskawkowy
rooibos c trawą cytrynową


Każdy z nas miał swój ulubiony napój więc podaję prosty przepis na ten, który przypadł mi do gustu:

Lemoniada imbirowa

Utrzeć trzy centymetrowy kawałek korzenia imbiru (umyty,ze skórką) i zalać 1,5 litrem gotującej się wody w szklanym słoju. Ostudzić. Następnie dodać sok z jednej cytryny i 2-3 łyżki stołowe miodu. Zamieszać. Można dodać plastry cytryny i lód. Pyszne i ożywcze!

P.S. 
Nie wiem czy to prawda i gdzie to słyszałam, ale podobno woda podawana z niebieskiego szkła lepiej nam służy. Słyszeliście o tym? Wiecie coś na ten temat? Jeśli tak, proszę napiszcie.






30 August 2012

Unexpected Visit, Zucchini Quiche and a Beautiful Vision / Niespodziewana wizyta, quiche z cukinią i piękna wizja







Unexpected visits are.... unexpected. That one was unexpected and nice, which is rare. We set out by bike to a ravishing village - Pluski. As every time I'm there the place dazzled me with its beauty again. Because that particular August day was rainy and autumnal our bathing suits remained dry.
On the beach we saw a scene which remained after the outdoor party for the village. The first thought which occured to me was how delightful it would be to host a theatre for children or adults (eg. Shakespeare...) on such a day. Children sitting all around, beautiful and simple stage design, not mentioning live music (one may dream...). How about, at least once in five years, to balance the unrefined outdoor parties, treating children with something of such a high quality. How about not stuffing our children with anything, with junk? I seriously doubt whether candy floss and tacky music from the loudspeakers is everything we can give our children - do we, as this community, as society want to give them as little as that? And here, don't get me wrong, I wasn't to outdoor party in Pluski this year (I was few years ago and it was great), I love the homey feel of their handwritten posters, even more - candy floss and tacky music may have their unique charm but... only as a quaint anachronism and that becomes terrible when this is the repetitive and only alternative. And I am afraid that's the situation in my region. One may argue that it is a matter of money. I don't think so - one fireworks show, if I am not wrong we have this doubtfully educational pleasure twice a year, is a huge expense and it lasts few minutes at night and at the time the little ones are fast asleep.
There are so much beauty of the highest quality in the nature of our region and we pass by satysfying ourselves with the lowest quality and we mould our children in this way.


Niespodziewane wizyty bywają.... niespodziewane. Tamta była niespodziewana i miła, a to rzadkość. Wybrałyśmy się rowerem  do przeuroczych Plusk. Jak za każdym razem gdy tam jestem tak i teraz olśniło mnie wciąż na nowo piękno tej miejscowości. Ponieważ tamten sierpniowy dzień był  deszczowy i jesienny stroje kąpielowe zostały suche. 
Na plaży została scena po festynie. Wyglądała pięknie w tym miejscu, tego popołudnia. Od razu przyszło mi na myśl jak cudownie byłoby gościć takiego popołudnia teatr dla dzieci lub dorosłych (np. Shakespeare...), jak wspaniałe tło tworzyłoby usypiające jezioro dla przedstawienia. Dzieci siedzące dokoła, piękna scenografia, nie mówiąc o muzyce na żywo (chociaż- pomarzyć zawsze można....). A gdyby tak, choćby raz na pięć lat, dla równowagi dla festynów zafundować coś o tak wysokiej jakości; nie zapychać dzieci byle czym. Mam spore wątpliwości czy wata cukrowa i tandetna muzyka z magnetofonu to naprawdę ma być to na co nas stać jeżeli chodzi o nasze dzieci - czy to chcemy jako społeczność im dać. Tutaj muszę coś wyjaśnić - nie byłam na festynie w Pluskach w tym roku (byłam kilka lat temu i było świetnie), ręcznie pisane ogłoszenia o tym festynie są cudowne, co więcej - wata cukrowa i tandetna muzyka z głośników ma w sobie pewien urok gdy...  od czasu do czasu jako powiew nostalgii ale staje się to tragiczne kiedy jest to powtarzająca się i jedyna alternatywa, a obawiam się, że tak właśnie jest w mojej gminie. Ktoś powie - pieniądze. Nie sądzę - jeden pokaz fajerwerków (jeżeli się nie mylę to mamy taką 'pouczającą przyjemność' dwa razy w roku) to spory wydatek dla takiej gminy, a trwa moment i, ze względu na porę, najmłodsi nie mogą się nim cieszyć.  Jest tyle piękna i najwyższej jakości w naturze naszej okolicy, a przechodzimy obok tego zaspakajając się rzeczami o najniższej jakości i w ten sposób kształtujemy nasze dzieci.









Pluski at this time of year is mesmerizing to such a degree that it is difficult to leave it. I and Kiku left late, about 7 p.m. leaving our friends on the pier. I thought that I wouldn't prepare anything special for dinner but the sensuality and smells of the place we left made me cook the quiche from this recipe (from a very useful and inspiring blog - in Polish). Above all, the dough is delicious and crunchy and the recipe is 100% vegan which is a great advantage for me.

Pluski o tej porze dnia są tak magnetyzujące, że trudno je opuścić. Wyjechałyśmy z Kiku późno, po 19tej zostawiając znajomych na kładce. Myślałam, że nie będę gotować nic specjalnego ze względu na porę, ale zmysłowość i zapachy tego miejsca sprawiły, że po powrocie do domu przygotowałam quiche z tego przepisu (to bardzo przydatny i inspirujący blog). Przede wszystkim, ciasto w tym daniu jest pyszne i kruche, a przepis jest całkowicie wegański co jest dla mnie ogromnym atutem. 



Zucchini and Potato Quiche

dough:

  • 2-3 cups cornflour
  • 1 tsp baking powder
  • 1/2 tsp sea salt
  • ca. 1/2 cup oil or olive oil (I used 1/4)
  • cold water


filling:

  • 2 middle zucchini (ca. 800 g)
  • small onion
  • 1 tsp dried thyme
  • sweet or spicy paprika
  • 3 middle potatoes (I used 1)
  • 1 cup sunflower seeds and 1 tsp lemon juice for cream
  • salt and pepper


Combine quickly all the dough ingredients adding as much water (after oil) as needed to form a ball. Preheat oven to 180-200 C degrees. Fit the dough into a tart pan brushed with oil, prick it with fork and bake in the oven ca. 5 - 8 minutes.

Heat oil, add onion and cook until transculent. Add grated zucchini, salt, papper, paprika and thyme, stir and cook for a moment. Peel potatoes and slice them extra thin.

Remove the dogh from the oven and place it on a wire rack.

Make the sunflower cream - soak the sunflower seeds (perfectly for a night but 15 minutes will do;), rinse and cover with water, add tablespoon of oil, teaspoon of lemon juice and pinch of salt, blend everything throughly add more water if needed. Filter the mixture on the sieve and you have a wonderful veagan cream (full of micro and macroelements).

Mix the sunflower cream with the zucchini mixture, taste, season if you want. Pour the zucchini mixture over the dough, place the potato slices on top and bake 20 minutes until potato slices are golden brown.




        (I placed some walnuts on top/ Położyłam na wierzch włoskie orzechy)





Quiche  z cukinią i ziemniakami

ciasto:

  • 2-3 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczneia
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • ok 1/2 szklanki olej lub oliwy (ja dałam 1/4)
  • chłodna woda 
farsz:
  • 2 średnie cukinie (ok 800 gram)
  • mała cebula
  • łyżeczka suszonego tymianku
  • słodka lub ostra papryka w proszku
  • 3 średnie ziemniaki (ja użyłam jednego)
  • ok. szklanki pestek słonecznika i sok cytryny na śmietanę
  • sól i pieprz 
Ciasto zagniatamy szybko dodając tylko tyle wody, ile potrzeba po wchłonięciu się oleju aby uzyskać kulę.
Nagrzewamy piekarnik do 180-200 stopni, rozkładamy ciasto wnatłuszczonej formie, kłujemy spód widelcem i wkładamy foremkę do piekarnika na 5-8 minut.

Cebulę podsmażamy na złoto na oleju, cukinie trzemy na tarce o grubych oczkach, mieszamy z cebulą, solą, pieprzem, tymiankiem i papryką, mieszamy, dusimy przez chwilę. Ziemniaki obieramy i kroimy na bardzo cienkie plasterki.
Wyjmujemy spód i stawiamy na blacie. 

Robimy śmietanę z pestek słonecznika - w skrócie polega to na uprzednim namoczeniu słonecznika (najlepiej na noc, ale 15 minut też będzie ok;), odcedzeniu, dodaniu łyżki soku z cytryny, oleju, soli, wody (tyle by przykryła pestki) i dokładnym zblendowaniu (w razie potrzeby można dodać więcej wody). Następnie odcedzamy wszystko na sicie i mamy wspaniałą wegańską śmietanę (bogatą w mikro i makro elementy). 

Gotową śmietanę mieszamy z cukinią, smakujemy, możemy jeszcze przyprawić. Farsz cukiniowy wykładamy na nasz spód, a u góry układamy plasterki ziemniaków. Pieczemy ok 20 minut, aż ziemniaki się zarumienią.